10:39:42 2011-09-01
maketh
PJ gra teraz na takim śmiesznym instrumencie, co się nazywa po angielsku "autoharp", ale w istocie nie jest to harfa, tylko jakiś rodzaj cytry. Bardzo fajny dźwiek!
Ogólnie nie zaglądałam tu ze sto lat, ale skoro już mam takie miejsce, to warto chyba zostawić nawet jakieś śladowe informacje, które śmiesznie jest potem przeczytać.
Już zasadniczo po wakacjach, trochę je chyba przegapiłam z racji różnego rodzaju obowiązków. Zresztą, uwaga! wolałabym już chodzić do roboty. Zmęczyło mnie tych 5 lat, a muszę jeszcze rok odbębnić. Na szczęście w tym roku mam mieć jakieś dni (tak! więcej niż jeden!) wolne, co pewnie sprowadzi się do tego, że znajdę sobie robotę.
Coraz częściej zastanawiam się nad tym, gdzie powinnam się udać po zdobyciu mego drogocennego dyplomu. Miałam nawet taki sen, że siedzę nad mapą Polski z cyrklem i wykreślam miejsce najbardziej pośrodku wszystkich, na których mi zależy. Ostatnio Józek na ławeczce stwierdził, niby ot tak, że w trójmieście jest okej; zgadzam się z jego zdaniem i sama o nim myślałam w tych kategoriach. Chyba wszyscy moi znajomi z klinik kombinują, co mają ze sobą robić, jak już nareszcie dostaną wolną rękę. Na szczęście mamy taki zawód, który pozwala na wielką dowlonosć w planowaniu przyszłego życia - robota jest praktycznie wszędzie. To daje bardzo duże możliwości, ale wiadomo, im ich więcej tym więcej dylematów z nimi związanych.
Byłam tydzień na stażu z epizotów. Najciekawszy jest dr Z., zajmuje się gryzoniami i uraczył nas doprawdy wspaniałą opowiastką o swoim koledze z akademika. Gość był ze Śląska, nie miał dużo kasy, więc zabierał ze sobą do akademika króliki. Na tym gotował sobie "rosół". Rzecz w tym, że taki królik gotuje się jakiś czas, więc zostawiał garnek w publicznej, wspólnej kuchni i zawsze mu ktoś tego krolika podpierniczył. Raz całego, czasem połowę, czasem ćwiartkę, ale zawsze coś. Gostek najwyraźniej stwierdził, że zemsta najlepiej smakuje na zimno, bo przyczaił dwóch koleżków, którzy mu to kradli, ale nie poszedł do nich od razu. Zamiast tego skołował z anapatów martwego kota, oskórował go, odciął łeb i łapy powyżej łokci i kolan, tak, że tuszka wyglądała bardzo podobnie do króliczej. Wrzucił go do gara i przyprawił jak zwykle, po czym zostawił i poczekał, aż ci goście buchną mu kawałek. Po pewnym czasie, gdy był już pewny, że pożarli swoją zdobycz, poszedł do nich do pokoju i zapytał grzecznie, czy nie wiedzą, kto kradnie mu żarcie. Kiedy koledzy zgodnie odpowiedzieli, że nie mają bladego pojęcia, facet odpowiedział: "Ach, to dobrze, bo akurat dzisiaj przez przypadek ugotowałem coś innego" i pokazał im łeb tegoż kota. Podobno jeden puścił bełta od razu a drugiemu udało się wypaść na korytarz. Jaki z tego wniosek? Nie kradnij, bo padniesz ofiarą relatywizmu kulturowego!!!
Piję mnóstwo różnego rodzaju zielska, niby ma mi się skóra po tym poprawić i chyba rzeczywiście coś drgnęło.
Poza tym przekierunkowałam swoją dietę w stronę tłuszczy zamiast węglowodanów i mniej mam swoich odwiecznych problemów żołądkowych.
Mam wrażenie, że się nie starzeję - owszem, od czasu kiedy miałam lat 17 przybyło mi różnych doświadczeń, które trochę powykręcały moje dotychczasowe poglądy, trochę wykrystalizował mi się gust muzyczny, wnętrzarski, literacki i generalnie dotyczący sztuki, ale ogólnie nie czuję się starsza. Jeśli mam wartościować, to sądzę, że to lepiej niż gorzej.
Poza tym przyłapuję się na "grzechach ateisty". Bywają takie momenty, kiedy myślę sobie, że to niemozliwe, żeby przypadkiem aż tyle roślin produkowało aż tyle różnych substancji leczniczych, które działają na zupełnie inne od nich organizmy. Jak to możliwe, że owoc palmy sabałowej leczy przerost prostaty? Przecież to absurd. Ale potem myślę sobie, że używam tych samych argumentów co kreacjoniści, a to daje mi wirtualnego plaskacza w twarz i mi przechodzi. Zresztą, M. ma takie same grzechy, więc nie jest to aż takie okropne.
Ostatnio Iwona gdzieś napomknęła, że bliżej jej do agnostycyzmu niż ateizmu, co mnie nie na żarty przeraziło. Co trzeba sobie myśleć, żeby ustanowić prawdopodobieństwo istnienia bóstwa na 50%? Albo, co gorsza, na jakąś inną, wybraną dowolnie wartość?! Albo się jest ateistą i zakłada, że istnienie bóstwa jest bardzo, bardzo mało prawdopodobne (dużo mniej od tego, że jak wyjdę po mleko, to walnie we mnie meteoryt) i nie bierze się tego pod uwagę w codziennym działaniu (względnie ma się to "w dupie", jak J.), albo jest się osobą wierzącą. Jak można "wierzyć" w połowie?! Tragedia. Przy czym ja mówię o bóstwie osobowym, trochę bym łagodniej podeszła do sprawy, gdyby chodziło o postawę typu "deizm-ateizm", bo jakieś "przesłanki" można niby wykoncypować.
skomentuj (0)
18:40:12 2011-01-19
keen
Zdaje się, że przegapiłam porę zdejmowania świątecznych dekoracji.
Kolejna sesja za pasem, a ja prawie nie zauważyłam tych kilku miesięcy. Ciągle mam te cholerne staże. Na położnictwie było nawet całkiem uroczo, stoi tam moja puszka z kawą a mleko dzieli lodówkę z bioptatami guzów sutka. Zabiegi są rzadko, siedzi się jak zwykle dwanaście godzin, toteż napój bogów się przydaje.
J., jak powszechnie wiadomo, jest daltonistą (w związku z tym nieustannie pytam go, jak odbiera barwy swoich koszulek, które zawsze są w paski, jakby nie był wystarcająco szeroki) a jednak pokusił się ostatnio o skrytykowanie jakości mojego wzroku. Napomknęłam o tym M. a on przytoczył wspaniałe przysłowie "przyganiał kocioł garnkowi", zaś po chwili namysłu dodał "KOCIOŁ, hahaha!" Cóż, wygląda na to, że J. ma kolejną arcykretyńską ksywę. Wspaniale!
Na szczęście mogę się z niego nabijać, zwłaszcza z nowej czapki, bo jego samochód padł na amen. Byliśmy raz nad zalewem i już wtedy okna miały pewne humory, dotyczące zamykania się, więc trzeba było majstrować przy kablach w drzwiach, które nie miały tej osłony wewnętrznej, zresztą nieważne! Poradziłam mu wtedy, żeby zabrał do bagażnika kawał ohydnej tektury, walającej się na brzegu, żeby w razie czego zatkać swoje urocze auto, ale mnie zignorował. Tego samego wieczoru dostałam od niego smsa o treści: "Od godziny siedzę w moim trupie i usiłuję zamknąć szybę. Bezskutecznie. Żałuję że nie wziąłem tej tektury.", co ogromnie mnie rozśmieszyło. Do momentu, kiedy dostałam mmsa z podpisem "poddałem się" i zdjęciem drzwi zawiniętych w kilka warstw folii spożywczej. To wzbudziło moje współczucie.
Wszyscy grają w pokera i wszyscy piją whisky, co mnie nieco alienuje, bo nie kręci mnie ani hazard ani gorzkie alkohole.
Salon znowu w fazie rekonstrukcji.
Chciałabym, żeby ta pogoda już się nie zmieniała. Jest tak wspaniale, trawa dziwnie zielona a niebo wisi tuż nad głową.
skomentuj (0)
22:18:55 2010-11-11
What if
Łapię się na tym, że wyobrażam sobie samą siebie, jadącą samochodem, składam sobie pejlisty, ustalam okoliczności przyrody i takie tam. Chyba czas wybrać się na kurs, czas mi tu akurat nie sprzyja.
Jakoś znowu udało mi się zakończyć sesję, ale odpoczynku starczyło ledwo na kilka dni, bo od poniedziałku znowu pańszczyzna, łącznie ze świętem narodowym i łikendem. Nota bene J. specjalnie ustawił sobie staże na boże narodzenie i sylwestra, bo a) nie chce iść z panną na bal, b) nie chce sprzątać w domu przed świętami :D Zresztą J. ma chyba swój udział w mojej inspiracji samochodowej, bo mnie wozi do domu prawie co dzień. Jak mu się przyglądam obiektywnie, to muszę stwierdzić, że prowadzi strasznie, opowiada coś, bredzi, macha łapskami zamiast trzymać kierownicę, kładzie obie dłonie na kolanach i tak dalej, a raz jak byliśmy na wycieczce do Świdnika, to specjalnie wjeżdżał w rowy, chyba po to, żeby mnie wystraszyć na śmierć. Albo żebym wypadła (kiedyś A. prawie wypadł, bo ten samochód J. jest trochę zdezelowany, ale A. sam się prosił, bo pasa nie zapiął!). Jednak miał za swoje, nie będę wchodzić w szczegóły, ale nie czułam się po tym zbyt dobrze, więc J. spokorniał i wracał jak dorożka.
Jestem sama, ale na szczęście nie czuję samotności. Właściwie nigdy nie jestem oddzielnie, wszyscy się o to troszczą. Wychodzę ze stażu i jestem zawożona do akademika, tam spożywam, a stamtąd odprowadza się mnie pod dom. I tak dalej. Nawet dzisiaj dostałam mms-em widoczek z Zamościa, całkiem uroczy. Ciekawią mnie tylko cele tych zabiegów.
Sny mam okropne. Wszystko w nich jest jak za szkłem.
skomentuj (3)
08:49:24 2010-10-05
28
no ale nie mam już pieska.
skomentuj (0)

